Epizod z Jezusem

Epizod z Jezusem nie jest książką religijną jakby mógł na to wskazywać tytuł. Jest to powieść science-fiction stworzona przez wybitnego pisarza Franka Herberta wraz z poetą Billem Ransomem. Dlaczego więc wspominam o niej na blogu o duchowości? Dlatego, że porusza ona temat Świadomości: czym jest Jaźń, w którym momencie coś staje się kimś i jak różnica w poziomach świadomości wpływa na relacje między istotami. Bardzo ciekawy dla mnie był też motyw, że pomniejsze świadomości są częścią jednej większej. Mimo iż działają niezależnie na pewnym poziomie (tak jak my ludzie), w gruncie rzeczy składają się one na jeden super świadomy organizm (Wszechświat czy Bóg). Herbet podobnie jak w Diunie umiejętnie wplata elementy religijne (głównie nazewnictwo), tym razem są to odnośniki do hinduizmu i może lekko do buddyzmu.

“Epizod z Jezusem” jest pierwszą częścią trylogii (tylko dwa pierwsze tomy zostały przetłumaczone na polski), jednak kolejne części już w dużo mniejszym stopniu zajmują się powyższą tematyką, skupiając się raczej na problemach społecznych i tolerancji. Książka nie zachwyci ludzi, których interesuje duchowość, a nie lubią science-fiction, spodoba się natomiast tym, których ogólnie zajmuje temat rozwoju, percepcji i wnętrza człowieka.

Podobne posty:
Kanał RSS i trochę zmian ~ Niebiańska przepowiednia ~ Polacy dla Polaków ~

11 komentarzy do “Epizod z Jezusem”


trackback do tego postu http://www.inspiruj.com/epizod-z-jezusem/trackback/
  1. Malcolm:

    Ishi, mam dla Ciebie propozycje zamieszczenia opisu nowej ksiazki – Napisz pare słów o książce “A Course In Miracles”. Przypadkiem dowiedziałem się o niej i z tego co słyszałem jest to nauka jak osiągnoć swiadomość Chrystusowa, podysktowana przez samego Jezusa.
    Zresztą, to kto jest autorem nie ma znaczenia – różni ludzie wypowiadają się ze ta ksiązka działa i naprawde pozwala człowiekowi osiagnac nowy stopien rozwoju duchowego. W Ameryce wiele ludzi pasjonuje sie naukami z tej ksiazki (podobno nawet Oprah ;)

    http://64.77.6.149/index.html

  2. ishi:

    Musiałbym ją najpierw przeczytać. Słyszałem wiele o niej, ale jakoś jeszcze do mnie nie dotarła.

  3. Malcolm:

    Jeśli moge ci coś zasugerować to zdobądź ksiazke “The Disappearance of the Universe”
    AMAZON.COM http://tinyurl.com/pcvqr (na ebayu mozna ja znalezc juz od 5$)

    Świetnie się ją czyta – najlepsza ksiązka jaką spotkałem od czasów “Rozmów z Bogiem” Walscha.
    Ksiązka opisuje historie autora, który wespół z dwoma Mistrzami (zmaterializowanymi istotami z zaświatów) rozmawia o najważniejszych sprawach i o tym jak osiągnąć oswiecenie. Z dialogu wychodzi, że najlepszym sposobem jest właśnie “A course in miracles” (w książce pełno jest cytatów z ACIM)

    Jeśli znasz angielski, to naprawde POLECAM!!!

  4. El Rafael:

    Jeżeli chodzi o kurs cudów, to o ile dobrze pamiętam gdzieś spotkałem się z krytyką tegoż, gdyż cała jego duchowość bodajże opiera się on na niechęci czy pogardzie do życia w materii i korzystania z niej (choćby pieniędzy)… coś w tym stylu, ale może się mylę, tak mi sie przypomniało coś…

  5. ishi:

    Dzięki Malcolm, książka już do mnie jedzie :)

  6. Malcolm:

    Ishi – ciesze sie ze bede mial z kim pogadac, bo ksiazka zawiera mnostwo ciekawych koncepcji :)
    Jak skonczysz ja czytać to napisz co o niej myslisz…

    El Rafael,
    Bardzo możliwe, że ktos mógł miec takie nastawienie w stosunku do Kursu Cudów, bo jak to mówią o nim Mistrzowie: “Jest prosty, co nie znaczy że jest łatwy.. ”
    Z fragmentów Kursu, które przeczytałem w DU wynika, że wyjaśnia on jak ego przywiazuje ludzi do materializmu i do iluzji i jak sie tego pozbyc używając wybaczania. Wiele ludzi jest przywiązanych do materializmu i podświadomie pielegnuje swoje krzywdy w umyśle, dlatego Kurs może byc dla nich nie do przełknięcia. Jednak wydaje mi się, że jest on najszybszą drogą do oświecenia.

    Szczerze powiem, gdybym najpierw kupił Kurs, nie czytajac DU, pewnie bym zrezygnowal z całej zabawy.
    Natomiast DU tak jasno i ekscytujaco przedstawia założenia Kursu, oraz sposoby jakimi nasze własne ego nas ogłupia, że nie moge sie doczekać az bede mógł zacząc Kurs :)

    DU ma ponad 400 stron, ale przeczytałem ją w kilka dni. Jest tak wciągająca ze nie można sie oderwać. Dobre jest to, że pełna jest humoru i swego rodzaju ciepła.
    Czytałem ją i czułem że wiedza, któa przekazuja to Prawda…

  7. Martinez:

    Ja kiedyś zacząłem praktykować Kurs Cudów. Nie czytałem go, miałem tylko pierwszą część podręcznika. Dostępny jest tutaj http://www.kurscudow.org/lekcje1-60.htm.

    Nie wiem, co o tym sądzić. Znam osobę, która ostro praktykowała, jeździła na spotkania z mistrzami itd., ale teraz z tym skończyła. Nie wiem, z jakiego powodu. Dowiem się.

  8. Sebastian:

    Dla zainteresowanych – jest już dostępne (od 28 listopada 2006) polskie pełne tłumaczenie Kursu Cudów (więcej informacji na http://kurs_cudow.republika.pl/index.htm).

    Jestem studentem Kursu od kilku lat ale czytanie go po angielsku to było zupełnie co innego niż czytanie polskiej pełnej wersji. Chciałbym tutaj jeszcze raz podziękować tłumaczowi za ogromny wkład pracy.

    BTW faktycznie książka DU (Disappearance of Universe) bardzo wiele wniosła i rozjaśniła, mimo że systemy myślowy jaki naucza kurs wydawał mi się dość jasny i zrozumiały.

  9. Sebastian:

    Zapomniałem napisać w poprzednim komentarzu – jest już dostępna kolejna książka Gary’ego Renarda “Your Immortal Reality”, to jest dalszy ciąg DU – kolejne dialogi z Arten i Pursah. Polecam!

  10. Sebastian:

    Pojawił się interesujący artykuł dotyczący Kursu Cudów (http://kurscudow.pl/New_Age.htm). Artykuł pokazuje korzenie i rozwój New Age i wyjaśnia, dlaczego Kurs Cudów nie należy do tego prądu (nie jest biblią New Age, jak się często sądzi). Można przeczytać również w ostatnim akapicie, dlaczego podejmowane są próby zakwalifikowania Kursu i jak można na nie spojrzeć:

    “Po co są podejmowane próby zaklasyfikowania Kursu cudów?

    Mówiąc krótko – aby go zneutralizować, bo Kursu lękają się zarówno jego zwolennicy, jak i przeciwnicy. Zwolennicy będą go wypaczać, a przeciwnicy – zwalczać. Skoro Kurs jest niczym innym jak chrześcijańską tym razem Wedantą sprzed 5000 lat, “odrodzeniem starej, gnostyckiej herezji”, “biblią New Age”, zrodzoną z wirującego talerzyka Madame Blavatsky a może nawet Manifestem Komunistycznym – to nie warto zawracać nim sobie głowy. Możemy przekręcić się na drugi bok i chrapać w najlepsze dalej, bo nic nie zagraża naszemu ego: “Kurs” to nic nowego, myśmy to już przerabiali. Tylko miało inną nazwę. Nic nie dało. Wystarcza nam to, co mamy. Nam się to podoba. Dobranoc!

  11. Miklosher:

    Ach… od razu przypomina się stary dobry Marathon…

Komentuj